Nokaut. Pan Charles i majonez absolutny
(Fantástico Chico Blanco)
Pan Charles ciągle zapominał, co miał zrobić. Mówił to na głos, półgłosem, czasem do lustra, czasem do tostera, a najczęściej do nikogo, chyba że weźmiemy pod uwagę jego samego. Zdanie to było jak refren piosenki, której nikt nie lubi, ale wszyscy znają. W końcu stało się epitafium dla jego mózgu, organu, który pewnego ranka spakował się bez pożegnania i przeszedł na wcześniejszą emeryturę, zostawiając po sobie karteczkę z napisem "Zaraz wracam". Nie wrócił niestety.
Kiedyś Charles był kimś. W korporacji mówiono o nim Yoda Excela. Miał twarz człowieka, który wie, co robi, i robi to dobrze. Jego decyzje ratowały kwartały, budżety i kariery cudzych dzieci. Jednak po coraz częściej godzinach zamieniał się w coś pomiędzy Jimem Carreyem po trzeciej kawie a wiewiórką uwięzioną w blenderze. Oczy miał wytrzeszczone, palce tańczyły po ekranach, a myśli skakały jak pchły na amfetaminie.
Mieszkanie Charlesa było świątynią bodźca. Telewizor krzyczał o wszystkim, o sosach do steków, o majonezach i keczupach, PlayStation bombardowało go swoją wojną o przyszłość planety, komputer wypluwał wykresy giełdowe przypominające EKG, tablet wyświetlał memy z kotami, a telefon wibrował jak opętany. Wszystko naraz. Jednocześnie. Chaos tak doskonale zorganizowany, że aż niemoralny. Dla Charlesa była to symfonia XXI wieku, dla sąsiadów zaś dowód na istnienie piekła.
Pewnego dnia, a raczej pewnej sekwencji dni, które zlały się w jedną pulsującą plamę, Charles postanowił zrobić zakupy. Wyszedł po chleb, wrócił z majonezem. Następnego dnia to samo. I kolejnego. Lodówka zaczęła przypominać magazyn przed wojną, tyle że majonezową. Pięć słoików stało obok siebie jak oddzialik dziarskich rezerwistów. Charles patrzył na nie z dumą, choć nie wiedział dlaczego.
- Kto was tu, u licha, postawił? - zapytał nie wiedzieć kogo.
Lodówka nie odpowiedziała, bo była zajęta brzęczeniem. Wypełnione majonezem słoiki też nie.
W końcu, zmęczony własnym zmęczeniem, Charles trafił do psychiatry. Doktor był człowiekiem tak spokojnym, że jego cisza niemal kołysała do snu. Jego zegarek tykał bezdźwięcznie, zaś spokój, jaki wokół roztaczał, mógłby służyć za wzorzec w urzędzie miar. Doktor duchem był w Chinach, ale w końcu zagadał:
- Jak pan funkcjonuje? - zapytał, nie poruszając brwiami.
- Fantastycznie! Robię sto rzeczy naraz! - krzyknął Charles, jednocześnie odbierając telefon, sprawdzając maila i próbując przypomnieć sobie, po co tu przyszedł.
Diagnoza spadła na niego jak gilotyna. Charles miał popcornowy mózg zombie, w którym zamiast normalnego organu pulsowała już galaretka. Taki umysł wszystko przetwarza, ale niczego nie pamięta. Jego pamięć robocza skurczyła się do wielkości ziarnka maku, które ktoś zaraz połknie.
- To niedopuszczalne - powiedział doktor. - To niehigieniczne cyfrowo.
Te słowa były dla Charlesa jak egzorcyzm. Wpadł w histerię, biegał po gabinecie, krzyczał o wolności, konstytucji, jedności ekranów i prawie do piętnastu aplikacji naraz. W kulminacyjnym momencie spróbował posmarować majonezem klapki, bo wydały mu się znajome. Doktor zanotował: "Pacjent przeszedł w stan galaretki".
Po wizycie u psychiatry życie Charlesa wcale nie zwolniło. Wręcz przyspieszyło. Zatrudnił trenera uważności, który kazał mu patrzeć w płomień świeczki, ale Charles widział w nim tylko wyskakujące na ekranie powiadomienie. Kupił książkę o skupieniu, której nigdy nie otworzył, bo akurat przyszła wiadomość o nowej książce o skupieniu. Zaczął prowadzić dziennik zapomnień, ale zapomniał, gdzie go położył.
Kulminacja nastąpiła pewnego wieczoru, gdy Charles wstał z kanapy i... zapomniał, po co wstał. Stał tak długo, aż usiadł z powrotem, zmęczony staniem. W lodówce majonez szeptał do niego cicho.
Co ciekawe, nazajutrz zrozumiał. Albo higiena cyfrowa, dieta dopaminowa i trening uważności, albo wieczne życie w zawieszeniu i ciągłe odkładanie wszystkiego na później. Spojrzał na słoiki, wyłączył jeden ekran. Potem drugi. Cisza była przerażająca jak pusty dokument Worda.
- Majonez zostaje - powiedział. - Reszta... Zobaczymy.
I może właśnie w tym tkwi sedno, nie w wyłączeniu wszystkiego, lecz w przypomnieniu sobie, po co wstaje się z kanapy. Choćby po to, by sprawdzić, czy naprawdę potrzebny jest jeszcze jeden słoik majonezu.
***
W procesie twórczym wykorzystano wsparcie AI w zakresie przetwarzania i redagowania.
Autor nie uczestniczy, nie komentuje i nie bierze udziału w dyskusjach na forum pod publikacją.
Skontaktuj się z nami
+48 796 024 024
+48 18 52 11 355redakcja@podhale24.pl
m.me/portalpodhale24
Adres korespondencyjny
Podhale24.pl
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
ul. Krzywa 9
34-400 Nowy Targ
Informacje
Obserwuj nas



























