Krzysztof Stefański z Łodzi zajrzał tu w odwiedziny. Z Romanem Przygodzkim znają się z Masculinum, fundacji dla mężczyzn zajmującej się sprawami i problemami tej części ludzkiej populacji. To właśnie pod jej skrzydłami rozwijają się KRĘGI - Męskie Kręgi.
Romka droga do KRĘGU
Ma 48 lat, jest nowotarżaninem, a jego droga do KRĘGU nie była prosta. Alkohol, narkotyki, życiowe upadki. Dziś mówi o sobie: człowiek w procesie głębokich, osobistych zmian. Stąd spotkania mężczyzn w bezpiecznej przestrzeni, gdzie może pokazać siebie jakim jest naprawdę.
- Nie muszę udawać, że jestem twardy czy miękki, mogę powiedzieć, że sobie z czymś radzę, albo nie radzę - rozpoczyna swą opowieść.
Dziś Roman jest moderatorem Męskich Kręgów Masculinum. Prowadzi regularne KRĘGI i pracuje warsztatowo z mężczyznami. Interesuje go nie tyle mówienie mężczyznom, jak mają żyć, ile tworzenie warunków, w których sami mogą zobaczyć, co dzieje się w ich życiu, relacjach i w nich samych.
Ale dopytuję o jego życiowy bagaż, który wlókł za sobą, a który doprowadził go do KRĘGU.
W piwnicy - do odcięcia
- Jednym z kamieni w moim życiowym plecaku jest choroba uzależnienia. Od sześciu lat jestem osobą niepijącą i niebiorącą. Wcześniej byłem wysoko funkcjonującym alkoholikiem i narkomanem. Narkotyki były w młodym wieku, po ślubie zamieniłem je na alkohol - zaczyna swą opowieść Roman Przygodzki.
Zaczęło się, gdy miał dwanaście lat. Pół litra wódki, zakąszane kiszonymi ogórkami. Pili we trzech. Do odcięcia. Rzygał strasznie. Ale nietolerancja organizmu na alkohol wcale nie skłoniła go do jego odrzucenia. To był rodzaj młodzieńczej ekscytacji, próba bycia dorosłym. Twardym. Coś o czym po latach będą opowiadać w KRĘGU. Nie musisz być twardy, nie musisz niczego udowadniać...
Po marihuanę sięgnął w liceum. Śmiał się do rozpuku patrząc jak zgina się jego mały palec. Wciągnęło go to bez reszty na kolejne dziesięć lat. Były niedokończone studia. Kolejne eksperymenty ze środkami "wspomagającymi" uczenie. Rzuciła go dziewczyna. Przyszło załamanie, rozpacz. Sięgnął - jak mówi - "dna niemocy".
Niby czysty i wyciszony
Wylądował w ośrodku leczenia uzależnień. Był 2001 rok. Po kilku miesiącach uciekł. Nie wytrzymał rygorystycznego systemu terapii i karnego "dociążania".
- Wróciłem do domu potulny jak baranek. Czysty i wyciszony. Chodziłem na indywidualną terapię, uznałem swoją bezsilność wobec narkotyków... Co z tego, skoro dopiero osiem lat później dotarło do mnie, że alkohol to też narkotyk? Z moim alkoholizmem jednak dało się funkcjonować. Nie miałem typowych ciągów. Piłem codziennie, trzeźwiałem, szedłem do pracy, odwoziłem dzieci do szkoły, robiłem obiad. I tak sobie funkcjonowałem - wspomina Roman.
Zdarzały mu się jednak "dwu-trzydniówki". Jechali gdzieś z kumplami na weekend z myślą tylko o tym, by się upić. Wyjazdy były jedynie dodatkiem do alkoholu. Lizbony nie zwiedzali. Pili. I tak sobie funkcjonował. Był przedsiębiorcą, rzecznikiem prasowym hokejowej pierwszej drużyny Podhala.
- Nie było ani jednej konferencji prasowej, na której byłbym trzeźwy - wspomina po latach.
Przede wszystkim: nie krzywdzić
Sześć lat temu trafił do kolejnego ośrodka. Tym razem na odczepne żonie, która nie dawała mu spokoju, widząc jego funkcjonowanie. Trafił do Marka Zygadły, świetnego specjalisty, który miał swój autorski Indywidualny Program Zdrowienia. To inne podejście zatrzymało Romana. Terapeuta podzielił się z nim wszystkimi materiałami. Bo im więcej osób go pozna tym więcej z niego korzysta.
- To także idea męskich kręgów. Wierzę głęboko, że im więcej ludzi w nie wejdzie, tym nasze życie będzie lepsze. Człowiek powinien być świadomy tego, dokąd zmierza i niekrzywdzący innych, a wtedy poprawia całe otoczenie - podkreśla Przygodzki
Co ćpać po odwyku
Zaczął się - jak to nazywa - okres zdrowienia. Trafił do wspólnoty Anonimowych Narkomanów. 2 października 2020 roku ostatni raz napił się alkoholu. Pamięta dobrze, co rok obchodzi swoisty jubileusz. Butelka wina z żoną.
- Bardzo kulturalnie. Gdybym tak potrafił pić zawsze, to nie byłoby problemu. Ale dla alkoholika takie picie jest bez sensu. Chodzi przecież o to, by się najebać... Czegoś zawsze brakuje. A teraz mi już nie brakuje. Nie potrzebuję widoków podkręcać, bo to nie podkręcanie, tylko zniekształcanie - zauważa.
Początkowo wydawało mu się, że jest mistrzem świata w niepiciu. Potrafi wszystko. Ale po kilku miesiącach przyszedł nawrót choroby. Zaczął "wracać do tego, żeby zacząć brać".
- Już zacząłem kombinować. Znalazłem podcast Co ćpać po odwyku" - Żulczyka i Strachoty. I pamiętam to uczucie nadziei, że jest coś, co można ćpać po terapii! Już świat to ogarnął, a ja się właśnie o tym dowiedziałem!
I to był kolejny zwrot w jego zdrowieniu. Bo nie chodziło o nową substancję. W grę wchodzi zdrowienie, dbanie o siebie, dobre relacje, bycie w kontakcie i mnóstwo kontaktów - także do Anonimowych Alkoholików (AA) i Anonimowych Narkomanów (NA). Był pierwszy mityng po dziewięciu miesiącach czystości. Poszedł pełen pychy i pewności siebie po tych swoich dziewięciu miesiącach niepicia. A tam spotkał ludzi z dwudziestoletnim okresem zdrowienia. Dotychczas wydawało mu się to niemożliwe. Niewykonalne.
Nad ranem w drodze do domu
- Przez pięć lat na różnego rodzaju warsztatach pisałem sobie, jakie są moje wartości. Długo wartością numer jeden była trzeźwość, czystość. Na następnych miejscach była uczciwość, rodzina, Bóg, przyjaciele - różnego rodzaju inne wartości. Tylko nazewnictwo czy kolejność się zmieniały. Dopiero w tamtym roku zrozumiałem, że nadrzędną wartością jest moje życie. Nie chcę się definiować przez pryzmat osoby uzależnionej. Jestem chory, ale nie cały jestem chorobą. Nie chcę zażywać, bo wiem jakie będą konsekwencje. Moje szczęście zależy ode mnie - tłumaczy Roman.
We wspólnocie NA poszedł na nocny plener. Zbierali się w kilkuosobowe grupki i szli nocą w góry. Nad ranem pojawiały się obraz z przeszłości. Przecież właśnie o tej porze często wracał do domu z ogromnym poczuciem winy, obłudą skruchy, by jak najszybciej położyć się spać i jakoś dojść do siebie.
A na plenerze też świta, też fizycznie jest styrany, ale nie ma poczucia winy! Jest wschód słońca, radość podziwiania! I na jednym z takich plenerów kolega powiedział mu o rocznym procesie nazywającym się Męska Ścieżka.
Zapisał się. Spotkał się z mężczyznami, którzy już nad sobą pracują. Zaskoczył go spokój jaki mają w sobie. Pomyślał: ja też tak chcę.
Zapisał się do krakowskiego kręgu, jeździł co dwa tygodnie na spotkania do Leszka Zabłockiego. Jednak z dojazdami to zajmowało dużo czasu. Z czasem ta osobista droga zaczęła przeradzać się w pracę z innymi mężczyznami. Roman nie ukrywa jednak, że sam nadal pozostaje uczestnikiem tego procesu."
- Pomyślałem sobie, że pooglądam, jak to wygląda i otworzę podobny w Nowym Targu, bo ja tego potrzebuję - przyznaje. - Nie stoję po drugiej stronie i nie mówię innym, jak mają żyć. Sam jestem w drodze. Dziś potrafię jednak stworzyć i utrzymać przestrzeń, w której inni mężczyźni również mogą przejść kawałek swojej drogi - zaznacza.
Pierwsi uczestnicy to byli głównie znajomi, co nie jest najlepszym wyjściem. Nie zawsze dobrze, by były powiązania, spojrzenie z innej perspektywy. Co ważne, Męskie Kręgi nie są grupami dla osób uzależnionych ani formą terapii uzależnień. Historia Romana jest jego osobistą drogą do KRĘGU, a nie warunkiem czy typowym doświadczeniem jego uczestników.
- Tu przychodzą ci, którzy chcą się spotkać z innymi w przestrzeni, w której nie spotykają się na co dzień. To miejsce, gdzie można przyjść i przy wejściu na wieszaku odwiesić zbroję, zdjąć maskę. Oczywiście do tego potrzeba czasu. Najważniejsze w KRĘGU jest poczucie bezpieczeństwa, wtedy wszyscy mogą się dzielić - podkreśla Krzysztof Stefański
KRĄG, ale dlaczego męski?
- Dlaczego zapraszamy tylko mężczyzn? Bo w swojej grupie funkcjonują oni inaczej. Jednak wystarczy, że pojawi się kobieta, a zaczną konkurować między sobą, adorować. Komuś ta kobieta się spodoba, komuś nie, ktoś będzie chciał na niej zrobić dobre wrażenie, komuś będzie to przeszkadzać. - tłumaczy Krzysztof Stefański.
- Chodzi o to, by nauczyć się, że nie musisz stać i pokazywać jakie ty masz wielkie bicepsy. To nie jest konkurs na naprężanie się. A przy kobiecie, nawet podświadomie, zaczyna się rywalizować. Tu chcemy pokazać, że można inaczej. Chcemy się wspierać. Wielu z nas nauczyło się patrzeć na drugiego faceta jak na konkurenta, przeciwnika albo kogoś, przed kim trzeba pokazać siłę. W KRĘGU możemy zobaczyć w nim człowieka, który często zmaga się dokładnie z tym samym co ja - dodaje Roman Przygodzki.
Teflon, bezpieczeństwo i grupa przegrywów
O czym się rozmawia w KRĘGU?
- KRĄG opiera się na dobrej relacji, kontakcie, to autentyczne spotkanie w prawdzie. Do tego dążymy, by taką przestrzeń zbudować i w niej się spotkać - zaznacza Krzysztof. - A przecież mężczyźni najczęściej spotykają się przy alkoholu, rozmawiają o bzdurnych rzeczach, często są to relacje teflonowe. Tam się nic nie przykleja, wszystko spływa. A w KRĘGU ma być zupełnie inaczej, mamy doświadczać jakości, której brakuje na co dzień - dodaje.
- Dla mnie siłą nie jest już umiejętność zaciskania zębów i udawania, że wszystko jest w porządku. Siłą jest też umiejętność powiedzenia drugiemu mężczyźnie: nie wiem, boję się, nie radzę sobie, potrzebuję pomocy i pozostania przy tym bez wstydu - podkreśla Roman.
Jedną z nadrzędnych zasad regulowanych przyjętym przez wszystkich kontraktem jest bezpieczeństwo. W KRĘGU nie ma miejsca na jakąkolwiek przemoc, ocenę. A tego przecież często doświadczają mężczyźni na co dzień. To pozwala pokazywać im "miękkie podbrzusze" nie chronione codzienną zbroją.
- Ilu masz znajomych, którym możesz powiedzieć wszystko? Tak naprawdę - pyta mnie Roman.
- No, niewielu - zaczynam się zastanawiać.
- Właśnie. To pokazuje jak bardzo zmagamy się z samotnością. I te przekonania" "faceci nie płaczą", "da radę", "będzie dobrze", "nie bądź jak baba". A przecież można inaczej, można zebrać wokół siebie ludzi. Kiedyś usłyszałem, że KRĄG to grupa przegrywów. Kiedyś powiedziałem to w grupie. Chłopaki popatrzyli na siebie i stwierdziliśmy zgodnie, że życzymy wszystkim, by mogli znaleźć się w takiej grupie przegrywów. Gdzie można autentycznie spotkać się ze sobą i powiedzieć, jak jest naprawdę. Bez oceniania - zaznacza Roman.
Jest kilkanaście zasad obowiązujących w KRĘGU, ale najważniejsza jest zasada poufności. To co wybrzmi, pozostaje między uczestnikami. Bo łatwiej pogadać o kimś niż o sobie. Tego nie wolno złamać.
Spotykają się raz na trzy tygodnie, a rozmowy trwają maksymalnie trzy godziny. Kręgi są zamknięte. Nie można przyjść z ulicy i posłuchać sobie. Wcześniej trzeba poznać i zaakceptować zasady.
Chodzi o to by w KRĘGU spotykały się te same osoby. Jeśli przychodzi osoba nowa, to poziom zaufania spada. Jeśli ktoś chciałby dołączyć, to kontakt jest przez Fundację Masculinum, tam zakładka i mapka z kontaktami do moderatorów.
A na pożegnanie...
Rozmowa o ważnych sprawach toczy się szybko. Czas mija. Pora kończyć. Odsuwamy krzesła. Zanim się rozejdziemy, jeszcze pożegnanie. Tak jak to robią za każdym razem - "na misia". By poczuć, że nikt nie ma zbroi, nikt nie jest twardzielem z amerykańskiego filmu. Bo to ma być KRĄG. Męskie spotkanie. W prawdzie.
Józef Figura
Męskie Kręgi Masculinum:
https://masculinum.org/meskie-kregi/
Kontakt dla osób zainteresowanych Męskimi Kręgami na Podhalu:
Roman Przygodzki
tel. 502 270 670
roman.przygodzki.nowytarg@masculinum.org
Męski Krąg Masculinum na Podhalu/



























