FELIETON. Co tu jest grane?

Chciałbym, aby ktoś mi wytłumaczył, na czym polega fenomen zjawiska, zwanego dalej hokejem na lodzie w wydaniu "Podhale Nowy Targ".
Drużyna seniorów, w której owszem gra kilku dorosłych do ligowej rywalizacji zawodników, oparta o młodzież dwojga ojczyzn, jakimś cudem wygrywa ligę, z której może bez niczego znaleźć się w ekstralidze. No tak, bez niczego, bo przecież z niczego to i Salomon...

Seniorzy "Szarotek" byli zawsze lokomotywą klubu, ale jak w bajce pod tym tytułem, "choćby przyszło tysiąc atletów /? to nie udźwigną, taki to ciężar."

Wymogów licencyjnych i organizacyjnych nie udźwignie zacny prezes Leszek zza zawalonego zawalonymi sprawami biurka, ani pomagier Andrzej nie wychodzi po mocno już wydeptanych ścieżkach sponsorskich. O ile zrewitalizowany przez bokserów obiekt, zwany dalej halą lodową, przez jakiś czas jeszcze się pewnie nie zawali, o tyle gmach zwieńczony dekadami pięknej historii i 19-toma tytułami mistrzowskimi, chwieje się w posadach i patrzeć tylko kiedy "coś się zdarzy", jak to drzewiej bywało. Na przekór wszystkim zdarzyło się w wykonaniu tych najmłodszych, którzy powalczyli nawet o medale. Ale...

Przed laty juniorzy "Podhala" byli nieosiągalni dla przeciwników. Byli.

Tegoroczne mistrzostwa Polski Centralnej Ligi Juniorów zakończyły się dla Podhala wynikiem poniżej oczekiwań, rzec można klęską. Biorąc pod uwagę potencjał niektórych zawodników oraz ich wcześniejsze doświadczenia w ekstra- i pierwszej lidze, można było liczyć zdecydowanie na więcej. Ale w całym sezonie zabrakło myśli szkoleniowej, poziomu organizacyjnego oraz przygotowania; u zwycięskich śląskich drużyn było wyraźnie lepiej. Na ich tle Podhale zakończyło rywalizację na siódmym, przedostatnim miejscu, wyprzedzając zaledwie w tabeli dzieci ze Stolicy które z Tychami przegrały 1:28!. Miejsce Szarotek to wynik, który powinien skłonić do refleksji nad kierunkiem dalszego rozwoju.

W oczy rzucała się przede wszystkim różnica w funkcjonowaniu sztabów szkoleniowych. W czołowych zespołach w kraju pracują kilkuosobowe zespoły trenerów, zapewniające zawodnikom kompleksowe wsparcie. W Nowym Targu organizacja tego obszaru wydaje się bardzo ograniczona, co z pewnością ma wpływ na proces szkoleniowy.

Bardzo wyraźnie było też widać różnicę w organizacji pracy szkoleniowej. Miło patrzyło się na Jastrzębie czy Tychy, gdzie owe sztaby trenerskie realnie wspierają młodzież.

W Podhalu wygląda to tak, jakby wszystko było robione doraźnie, trochę z łapanki, bez solidnego zaplecza trenerskiego. Trudno wymagać cudów od trenera, wydelegowanego do prowadzenia zespołu jako "zapchaj dziurę", który pojechał na mistrzostwa CLJ bez pełnego rozeznania potencjału tej grupy. Było widać, że zespół nie był odpowiednio przygotowany, od pierwszego meczu dominował chaos, zarówno na tafli, jak i w boksie. Choć potem wyglądało to już nieco lepiej, było za późno.

Warunki szkolenia są podstawą wyniku. Treningi bez sali gimnastycznej, bez siłowni, godzina lodu dziennie dla pierwszej ligi, to zdecydowanie za mało, by rywalizować z najlepszymi drużynami w Polsce. Bez odpowiednich warunków i bez pełnego sztabu trenerskiego trudno marzyć o czymkolwiek więcej.

Pewnie znów wrócimy do pieniędzy, które sezonowo się pojawiają i znikają, najczęściej zjadane na bieżąco, bez inwestowania w przyszłość. Na zaufanie trzeba zapracować. Podhale to klub z ogromną tradycją i potencjałem. Tym bardziej warto potraktować obecną sytuację jako impuls do dalszej pracy nad systemem szkolenia, organizacją oraz warunkami rozwoju młodych zawodników. Mamy jeszcze trochę miejscowej młodzieży, ale co będzie za chwilę w obliczu sygnałów, że hokejowa szkoła zaczyna wygasać w Podhalu.

Czy jesteśmy w stanie budować kolejne drużyny bez szkolnego zaplecza? Czy nie warto pokusić się i przyjąć wciąż wyciąganą pomocną dłoń od NKP, młodszego brata z Szarotką w herbie? Tylko trzeba pamiętać, że nauka to praca, a nie jałmużna, która wciąż odbija się czkawką w parku.

Jacek Sowa

copyright 2007 podhale24.plData publikacji: 30.03.2026 18:42